Największa afera rządów Platformy Obywatelskiej

W artykule dziennikarz związany z tzw. Ruchem Wolnego Oprogramowania omawia największą aferę korupcyjną rządów PO, aferę – która skompromitowała rządów „liberałów” w oczach całego cywilizowanego świata.

W 2013 roku minister Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Zdrojewski oskarża Zbigniewa Rybczyńskiego sławnego polskiego reżysera, laureata Oscara w 1983 roku, kierującego Centrum Technologii Audiowizualnych najnowocześniejszą instytucją multimedialną w Europie usytuowaną we Wrocławiu o korupcję. Reżyser odpowiada tym samym.  Minister Zdrojewski w brutalny sposób zwalnia Z. Rybczyńskiego z stanowiska dyrektora artystycznego Centrum Technologii Audiowizualnych. Dochodzi do międzynarodowego skandalu kompromitującego nasz kraj w oczach medialnej elity Europy i USA. Z. Rybczyński publicznie oświadcza, że rezygnuje z obywatelstwa polskiego. [1]Procesuje się z MKiDN – wygrywa procesy, ale w jego sytuacji nic się nie zmienia. W międzyczasie minister Zdrojewski zostaje europosłem.

Reżyser powtórnie opuszcza Polskę – zmuszony przez rząd PO do emigracji.  Dramat reżysera jest tym większy, że jego naturalni sojusznicy – polscy aktorzy i reżyserzy byli  radykalnie zaangażowani w obronę władzy PO i nie chcieli opowiedzieć się zdecydowanie po stronie  ich kolegi, który skonfliktował się z ministrem z  rządu premiera Tuska. Prawo polityki jest bezwzględne: kto jest wrogiem naszego sojusznika, ten jest naszym wrogiem. Z. Rybczyński podzielił los wielu emigrantów, którzy po 20 latach wrócili do kraju w którym w porównaniu z państwami zachodu, panuje prawo politycznej dżungli. Czy mógł przypuszczać, że jego koledzy palcem nie kiwną w jego obronie? Czy mógł przypuszczać, że w Polsce panuje dyktatura urzędników?

Zrozumiał to, gdy powtórnie opuszczał Polskę: „Mam 65 lat, w swoim życiu bardzo dużo osiągnąłem, jestem szanowany na świecie, a gdy wróciłem do swojego kraju w 2009 r. i chciałem tu zrealizować wielki projekt w dziedzinie technik audiowizualnych mojego autorstwa, to zostałem zniszczony przez grupę urzędników.".

Kto jest winny? Polska opinia publiczna była kompletnie zdezorientowana. Nie wie co to jest Centrum Technologii Audiowizualnych. Nie wie dlaczego ta instytucja nazwana ośrodkiem badawczo-edukacyjno-produkcyjnym na potrzeby kinematografii, była tak istotna dla rozwoju polskiego przemysłu filmowego i – co ważniejsze – dla rozwoju gospodarki innowacyjnej, którą próbujemy bezskutecznie od wielu lat w naszym kraju rozwinąć.  Nie wie, że Centrum Technologii Audiowizualnych jest autorskim projektem Z. Rybczyńskiego, że jego sprzęt oddany na użytek Centrum i jego umiejętności były warte dziesiątki milionów dolarów. Nie wie, że polski reżyser jest uznanym na całym świecie prekursorem nowych technik medialnych, które zrewolucjonizowały produkcję filmów. O tym fakcie nie mieli także pojęcia minister Zdrojewski i jego urzędnicy, oni wiedzieli tylko, że Z. Rybczyński dostał Oscara, ale dlaczego go dostał, dlaczego wszyscy teoretycy filmu i sztuki internetowej uznają go – wraz z kilkoma innymi reżyserami – za Mojżesza – wirtualnej rzeczywistości, o tym nie maja zielonego pojęcia. [2]

Jesteśmy w centrum dramatu, z jednej strony genialny artysta, który, jak każdy polski patriota chciał swój talent i swoją wiedzę zdobytą w centrum innowacyjnej ekonomii jaką jest Hollywood i Dolina Krzemowa przekazać swojej ojczyźnie i w ten sposób spróbować ją wyrwać z cywilizacyjnego zaścianka, z drugiej, niewiedza i niekompetencja ministra i jego podopiecznych drżących ze strachu, że Polacy odkryją ich skrajną ignorancję w dziedzinie, która z ramienia rządu, kierowali. Jednak czy ta  afera – kompromitująca Polskę na całym świecie – rozgrywała się tylko miedzy talentem i wiedzą reżysera i głupotą ministra? Nie. W oskarżeniu o korupcję wybitnego reżysera Zbigniewa Rybczyńskiego, – skupia się, jak w soczewce, dramat naszego kraju spychanego coraz bardziej na peryferie współczesnej gospodarki, skupiają się w nim także prawie wszystkie patologie biurokratyczno-partyjnego systemu funkcjonowania państwa pod rządami Platformy Obywatelskiej. 

Dla ministrów rządu premiera Tuska i premier Kopacz interes publiczny – w tym wypadku było nim uruchomienie najnowocześniejszego ośrodka multimedialnego w Europie – nie istnieje, nie liczy się, nie jest brany pod uwagę – liczą się tylko interesy biurokracji, która przez osiem lat. sprawowała w Polsce dyktatorską władzę. To co rzuca się w oczy – nawet przy pobieżnej lekturze faktów związanych z aferą korupcyjną w Centrum Technik Audiowizualnych – to fakt, że  minister Zdrojewski, był  przede wszystkim marionetką w rękach swoich podwładnych, a ci najprawdopodobniej służyli wiernie interesom firm multimedialnych, które wyobraziły sobie, że produkcja filmów komercyjnych przez Centrum Technologii Audiowizualnych zagrozi ich interesom. Pierwszy przerywnik: 14 sierpień 2013 – Minister Kultury odwiedza Centrum Technik Audiowizualnych. Rybczyński dowiaduje się od Ministra, że komercyjne filmy nie będą w CeTA realizowane, gdyż: „nie będziemy robić konkurencji ATM, Alwerni oraz innym podmiotom w kraju tym się zajmującym.”.  Państwo i instytucje państwowe maja służyć interesom prywatnych firm – taka jest filozofia polityczna ministra rządu premiera Tuska. Każdy uczeń liceum wie, że współczesna gospodarka innowacyjna rozwija się we współpracy firm prywatnych i instytucji państwowych. Każdy uczeń liceum wie, że dzięki takiej współpracy powstał i rozwinął się Internet. Minister Zdrojewski i jego współpracownicy z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego tego nie wiedzieli i ten fakt świadczy najdobitniej, że Polska znajduje się aktualnie na marginesie współczesnej cywilizacji informatyczno-medialnej.  

Analizując postępowanie ministra Zdrojewskiego w stosunku do Z. Rybczyńskiego – możemy już w tej chwili  sformułować najogólniejsze prawo korupcji panujące w państwie PO. Korupcja kwitnie wtedy, kiedy ministrowie i wiceministrowie nie kontrolują podległych im urzędników. Prawo to  zdefiniował minister Rostowski stwierdzając w polemice z B. Kempą, że „my PO w przeciwieństwie do was mamy zaufanie do ludzi (czytaj urzędników)”. Otóż w administracji państwowej nie funkcjonuje coś takiego jak „zaufanie do urzędników” (można mieć zaufanie do współpracownika), tylko precyzyjne procedury administracyjne umożliwiające władzy politycznej kontrolę nad aparatem administracyjnym. Jest to w gruncie rzeczy podstawowy problem każdej władzy w III Rzeczpospolitej. Jak zdobyć realną władzę nad biurokracją – oddziedziczoną w dużym stopniu po PRL – u - po zdobyciu władzy w państwie w wyniku wyborów ?

Tego problemu premier Tusk i jego ministrowie nawet nie zauważyli, stąd liczne afery korupcyjne. Druga przyczyna jest pochodna pierwszej, otóż w rządzie premiera Tuska – szczególnie w informatyzacji – wiceministrowie nie nadzorowali merytorycznie –podległych im departamentów. Wyznał to wiceminister ds. informatyzacji W. Drożdż w wywiadzie udzielony tygodnikowi ComputerWorld opublikowanym w 2008 r. Na pytanie redaktora : „Jak zatem widzi Pan swoją rolę w projekcie i w zarządzaniu projektami teleinformatycznymi w MSWiA?” wiceminister odpowiada : „Zamierzam się trzymać z daleka od szczegółów technicznych. To zadanie szefów projektów. Moje zaś nadzorować i wspomagać tam zespół, gdzie jest konieczne bezpośrednie zaangażowanie wiceministra.”. Wyznanie kuriozalne - i pełne sprzeczności -, jak można nadzorować pracę informatyków „trzymając się z daleka od szczegółów technicznych” ?

Obowiązkiem wiceministra nie jest „wspomaganie zespołu informatyków”, lecz jego stałe kontrolowanie, ale rzecz jasna jest to niemożliwe, jeżeli nie zna się szczegółów technicznych czyli informatyki. Wiemy czym taka filozofia rządzenia, albo raczej nierządzenia zaowocowała. Skrajną korupcją. Urzędnicy nie kontrolowani przez władzę polityczna – zgodnie z metodologia pracy ministra Drożdża – po prostu się demoralizują.  Rządy PO doprowadziły do odwrócenia relacji miedzy władza państwową i administracją publiczną. Ta pierwsza rezygnując z kontrolowania i ciągłego dyscyplinowania urzędników była zakładnikiem biurokratów. W gruncie rzeczy to urzędnicy wydawali rozkazy wiceministrom i ministrom. Ci ostatni natomiast byli medialnymi marionetkami usprawiedliwiającymi absurdalne decyzje w mediach. Proces ten jest nazywany często przez politologów alienacją klasy urzędników, która nie kontrolowana i nie dyscyplinowana przez władzę polityczną, przejmuje faktyczną kontrolę nad państwem. [3].

Ten groteskowy proces budowania Państwa Biurokratów w którym poszczególne segmenty klasy urzędników realizowały interesy firm prywatnych był widoczny przede wszystkim w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które nadzorowała – za rządów Zdrojewskiego – Centrum Technologii Audiowizualnych, ośrodka stworzonego de facto przez Z. Rybczyńskiego.  Jednak, aby dalsza lektura miała sens czytelnik musi wiedzieć, dlaczego praktyczna likwidacja Centrum Technologii Audiowizualnych praktycznie uniemożliwia w Polsce rozwój nowoczesnych technik cyfryzacji procesu produkcji i tzw. postprodukcji filmu. Dzisiaj produkcja filmów jest prawie w 100% zinformatyzowana. Im więcej informatyki w filmie tym szybszy rozwój gospodarki innowacyjnej, która praktycznie w Polsce nie istnieje. Z. Rybczyński chciał utworzyć w Centrum Technologii Audiowizualnych nowoczesne studio produkcji obrazu cyfrowego którego głównym zadaniem byłoby nakładanie warstwy obrazów na nagrany materiał. W licznych wywiadach podkreśla, że współczesny reżyser czy artysta musi jednocześnie znać informatykę, przytaczam jego charakterystyczne wypowiedzi na ten temat:

„Umiejętność pisania kodu komputerowego nie jest obecnie traktowana na równi z umiejętnością zwykłego pisania. A przecież język komputerowy jest współczesnym odpowiednikiem języka pisanego, tylko że ma od niego o wiele większy potencjał. Ale jest nadal w fazie raczkowania i trochę dziwaczeje. Niepokoi mnie sposób podejścia do tego języka przez środowiska humanistyczne. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nauki programowania nie zaczyna się w pierwszej klasie szkoły podstawowej”. Rybczyński postuluje wprowadzenie do szkół humanistycznych nauki języków komputerowych:

 „Programiści nie zdają sobie sprawy, że ich kody przewracają świat do góry nogami. Piszą dzieła poruszające pralki, samoloty, maszynki do parzenia cappuccino i interfejs typu Windows 7, przed którym codziennie zasiadają humaniści drapiąc się po głowie. Jestem przekonany, że arcydzieło XXI wieku powstanie w języku programowania. Można za jego pomocą stworzyć coś, co będzie miliony razy bardziej złożone, prawdziwe i odkrywcze niż to, co można napisać w książce”.

W jego wypowiedziach i praktyce reżyserskiej zarysowuje się koncept  sztuko-techniki – nowej dziedziny ludzkiej kreatywności w której granice miedzy sztuką i technika nie istnieją. Technika staje się sztuką. Sztuka techniką. W programie komputerowym – ale nie tylko – rozdział między sztuka i techniką przestaje funkcjonować.  Według  Z. Rybczyński  - powtórzmy to raz jeszcze - rozwój filmu zależy od doskonalenia technologii i narzędzi. – Strach przed zaawansowaną technologią – twierdzi – to współczesny zabobon. – Z jednej strony ludzie chcą mieć lepsze samochody, samoloty, komputery, a z drugiej – narzekają, że wszystkie urządzenia są coraz trudniejsze. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że im są doskonalsze, tym są prostsze. Ciągle pozostaje jednak dużo do zrobienia. Reżyser dąży do stworzenia kina na miarę marzeń. „Podstawowym obszarem moich badań jest rozwój elektroniczno-komputerowych technik generowania przekonywających obrazów mentalnych” – napisał w „Traktacie o obrazie”. [4].

Z. Rybczyński jest rewolucjonistą  na miarę Kantora. Wiem, że każda analogia jest zawodna, ale w tym wypadku możemy śmiało napisać, że reżyser „Tanga” jest Kantorem i Grotowskim filmu elektronicznego. Kantor i Grotowski tworzyli życio-teatr zasypując przepaść dzieląca widza od sceny i aktorów, natomiast Z. Rybczyński tworzy elektroniczne obrazoświaty w których zanika rozdział miedzy sztuka i techniką.

W 1944 Tadeusz Kantor zanotował ''doprowadzić twór teatralny do tego punktu napięcia, gdzie krok jeden dzieli dramat od życia, aktora od widza -podkr moje'' i  po 30 latach tworzenia widowisk w teatrze Criciot 2 w następujący sposób podsumowuje swoją sceniczną filozofie : ''Dramat na scenie musi się nie dziać ale stawać, rosnąć w oczach widzów. Dramat się staje. Musi się stworzyć wrażenie jakoby rozwój wypadków był samorzutny i nieprzewidzialny.'' Dokonując destrukcji teatru jako sztuki Kantor wyczulony jest jednocześnie na jego potęgującą się obecność w  życiu. Swoimi przedstawieniami i autokomentarzami Kantor i Grotowski przerzucają pomost pomiędzy epoką kiedy teatr był jeszcze teatrem a życie życiem i naszymi czasami, kiedy najlepszą sztuką - co prawda coraz mniej zrozumiałą - jest codzienna egzystencja. To nie przypadkiem w ich przedstawieniach widzowie stają się aktorami, a scena i widownia są instalowane w szatni, gdzie wszyscy razem odgrywają życio-teatr. Kiedy gramy ? Kiedy jesteśmy - i czy jest to w ogóle możliwe - autentyczni ?

Pytania pisarza W. Gombrowicza stają się obsesją reżysera Jerzego Grotowskiego. Tworzywem pisarza jest słowo. Tworzywem reżysera człowiek. Jego ciało. Śledząc eksperymenty Grotowskiego przeprowadzane w teatrze Laboratorium i jego kolejne inscenizacje – np. Książę Niezłomny czy Apocalypsis cum figuris - widzowie stawiali sobie mimo woli następujące pytania :  dlaczego gest powitania przypomina często gest pożegnania, czy nasze ciało mogłoby się poruszać inaczej, dlaczego chodzimy na nogach a nie na rękach ? Poddani intensywnym ćwiczeniom fizycznym aktorzy teatru Laboratorium dochodzą do kresu materialnego samopoznania i cielesnej perfekcji czego najdoskonalszym wyrazem było niewątpliwie przedstawienie Księcia Niezłomnego. Inscenizacja tak czysta i prawdziwa, że jeden z krytyków pytał  zdumiony : Czy Cieślak (odtwórca głównej roli)  grał czy był Księciem Niezłomnym ? Doszedłszy do kresu teatru Grotowski, obdarł go po drodze z tajemnicy, rozebrał do naga, udowodnił że jest on rzeczywistością.  To samo można powiedzieć o Kantorze, którego artystyczny wysiłek polegał głównie na zacieraniu wszystkich granic istniejących między sceną a życiem. Artur Sandauer podsumowując jego działalność stwierdził : ''Stajemy wobec zjawiska paradoksalnego : teatru, który udaje, że teatrem nie jest, starannie wyreżyserowanego widowiska, które podaje się za próbę, działalności wreszcie reżysera, która chce uchodzić za improwizacje - sztuki słowem, która chce stać się rzeczywistością". Fachowcy od marketingu rozpoznają w tych zdaniach opis swojego życia zawodowego. Bo czymże innym jest współczesny akt kupna-sprzedaży jak nie ''wyreżyserowanym widowiskiem'', ''teatrem, który udaje, że teatrem nie jest'' ? Kantor i Grotowski w trakcie kolejnych aktów destrukcji teatru, sceny, aktora tworzyli jednocześnie teologiczne scenariusze niezbędne do funkcjonowania  kulturowego kapitalizmu.

Te same pytania w odniesieniu do filmu w dobie informatycznej rewolucji zadawał sobie Z. Rybczyński – geniusz zniszczony przez rząd PO.

A. A.

 

 

 

 

[1] Patrz portal polskiego radia: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1126952,Laureat-Oscara-Zbigniew-Rybczynski-chce-sie-zrzec-polskiego-obywatelstwa:

[2] Patrz np. Lev Manovich  - „Język nowych mediów” Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne – Warszawa 2006 – w tej kultowej książce pełniącej rolę podręcznika nowych technik produkcji filmów możemy przeczytać

[3] Patrz Sarttori – „Teoria demokracji”

[4] Patrz Monika Kuc – „Świat na miarę marzeń” – Rzeczpospolita z 5 marca 2009 roku

Dodaj komentarz

Wypełnij ankiete

Czy uważasz, że ustawa "dezubekizacyjna" zgodna jest z zasadami demokratycznego państwa prawa?
  • Votes: (0%)
  • Votes: (0%)
  • Votes: (0%)
Total Votes:
First Vote:
Last Vote:

Portal sila-lewicy.pl powstał z inicjatywy niezależnych dziennikarzy z myślą o propagowaniu w przestrzeni medialnej zjednoczenia polskiej lewicy w jedną partię. Uważamy, że tylko silna partia lewicowa powstała z połączenia SLD i Partii Razem (do której dołączą lewicowe czy ekologiczne stowarzyszenia) jest w stanie powstrzymać degradację cywilizacyjną i kulturową jakiej jesteśmy świadkiem pod rządami PiS-u. Likwidacja trójpodziału władzy, podporządkowanie sądów władzy wykonawczej, wzrost nastrojów nacjonalistycznych, a nawet rasistowskich są bezpośrednim efektem rządów PiS -u.

Z przyjemnością nawiążemy współpracę ze wszystkimi, którzy mogliby przyczynić się do tworzenia i popularyzacji serwisu.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.