Polemika z europoseł K. Łybacką - czy nasze dzieci umieją czytać

Krystyna Łybacka, eurodeputowana SLD zawarcie przez członków UE tzw. „Paktu cywilizacyjnego” na rzecz rozwoju edukacji. Inicjatywa ze wszech miar słuszna, tylko jest jedno ale. Otóż europosłanka SLD nadal propaguje używanie Internetu i narzędzi komputerowych do procesu kształcenia, cytuje:

Z tego powodu raport bardzo mocną i dużą wagę, przywiązuje do wykorzystania współczesnych technologii, po to, aby zindywidualizować proces kształcenia. Maksymalnie dostosować go do osoby, aby wydobyć potencjał z każdego młodego człowieka. Mówimy również o tym, iż wymaga to zmiany programów nauczania, a to także zobowiązuje do dużo większej troski, jeżeli chodzi o samych nauczycieli, o czym za moment. Podkreślamy, iż ważnym jest, aby uzyskać synergię pomiędzy zapałem młodych ludzi do korzystania z nowych technik, a wiedzą nauczyciela, jego doświadczeniem i merytorycznym zaangażowaniem.”. 

Otóż  dzisiaj już wiemy, że używanie Internetu skutkuje zanikiem umiejętności czytania ze zrozumieniem. Internet radykalnie zmienia sztukę czytania, która była jednym z czynników powstania  europejskiej cywilizacji. Aby zrozumieć dlaczego nadmierne używanie Internetu może mieć skutki niezwykle negatywne dla naszej cywilizacji, trzeba cofnąć się w czasie do przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia. Chcieliśmy podkreślić, że doskonale rozumiemy intencje K. Łybackiej, nie mniej uważamy, że nastał czas w Polsce rozpoczęcia dyskusji na temat wpływu Internetu na proces nauczania. Jest to naszym zdaniem wpływ negatywny. Poniższy raport, którego części były drukowane w miesięczniku „Twórczość” oraz w tygodniku „ComputerWorld” jest wynikiem wieloletniej refleksji jego autorów nad internetowa cywilizacją. 

                                                                                                                                    ****

  Współcześnie trudno jest nam sobie wyobrazić, że w wczesnym średniowieczu w  publikacjach pisanych przez skrybów na pergaminie nie było żadnych przerw miedzy słowami. W książkach pisanych tuszem wyrazy następowały bezpośrednio jeden po drugim. Taki sposób pisania nazywano „scriptura continua”.  Pisano tak jak mówiono. Gdy mówimy nie robimy pauz po każdym słowie. Pierwsi pisarze nie zwracali również szczególnej uwagi na szyk wyrazów w zdaniu. W języku mówionym znaczenie przekazuje się przede wszystkim przy pomocy modulacji i rozłożeniu akcentów na poszczególne sylaby. W pierwszych książkach pisanych we wczesnym średniowieczu strony zapisane były nieprzerwanym ciągiem liter, brakowało spacji oddzielających poszczególne wyrazy, brakowało kropek, przecinków, znaków przystankowych. Nieoddzielenie słów oraz brak zasad, które regulowałyby szyk wyrazów upodobniały proces czytania do ciężkiej pracy odszyfrowywania tego co czytelnik miał przed oczyma. Oczy czytelników poruszały się wolno i niepewnie przez kolejne wersy tekstu, często gubiąc sens, były zmuszane do powrotu i do rozpoczęcia czytania od nowa. Czytanie przypominało rozpracowywanie zagadki. Czytanie książki było czynnością żmudną, angażującą cały potencjał intelektualny i fizyczny  czytelnika. 

Od początku II tysiąclecia, pisarz zaczęli dzielić zdania na pojedyncze wyrazy – rewolucja spacji – oraz wprowadzili stopniowo różne znaki przystankowe. Oddzielenie słów zmniejszyło poznawczy wysiłek, konieczny do rozszyfrowania tekstu i w ten sposób umożliwiło ludziom szybkie czytanie po cichu i z większym zrozumieniem. Oddzielenie słów uruchomiło zdolności intelektualne czytelnika. Zdania nie były tylko deszyfrowane, ale także rozumiane i interpretowane. Zdania wywoływały w myślach czytelnika różnorakie skojarzenia, które go wzbogacały i w jakimś sensie zmieniały. Lektura stała się nie tylko szybsza, ale i bardziej uważna. Przeczytanie po cichu, w samotności, długiej książki wymagało zdolności głębokiej i długiej koncentracji. Wykształcenie tego rodzaju dyscypliny umysłowej nie było łatwe. Naturalny stan ludzkiego umysłu stanowi bowiem ciągłe rozproszenie uwagi. Nasze zmysły są szczególnie wyczulone na wszelkie zmiany, które zachodzą w naszym otoczeniu. Mamy naturalne predyspozycje do ciągłego przenoszenia spojrzenia (a więc uwagi) z jednego przedmiotu na drugi.

Ta cecha błyskawicznego przenoszenia uwagi miała niegdyś kluczowe znaczenie dla naszego przetrwania we wrogim, pełnym drapieżników otoczeniu. Czytanie książki wymagało uruchomienia nienaturalnego procesu intelektualnego, który polegał na nieprzerwanej koncentracji uwagi na pojedynczym statycznym obiekcie. Ludzie musieli – przynajmniej, ci którzy czytali – tak wytrenować mózg aby ignorował to wszystko, co działo się dookoła i aby opierał się pokusie przenoszenia uwagi z jednego bodźca na drugi. Lektura to maksymalna koncentracja uwagi na czytanej książce, która wyzwoliła wyobraźnię i intelekt czytelnika. Taka lektura tworzyła człowieka wolnego. Skupienie uwagi, pielęgnowanie umiejętności pełnej koncentracji, pojawiły się jeszcze zanim pojawiły się książki czy nawet alfabety. Modlitwa  wymagała skupienia uwagi, praktyki modlitewne w chrześcijaństwie, życie mnichów, ascetów i praktyki mistyczne były swoistym wstępem do sztuki czytania, która była jednym z fundamentów cywilizacji europejskiej.

Czytanie wyróżniało się – w stosunku do modlitwy – tym, że głębokie skupienie było połączone z intensywnym i skutecznym procesem deszyfrowania tekstu oraz jego różnorodnej interpretacji. Dlatego czytanie zadrukowanych stron z oddzielonymi od siebie spacjami i znakami przystankowymi wyrazami, było cenne nie tylko ze względu na wiedzę, jaka czytelnik zdobywał dzięki słowom autora, lecz także dlatego, że taki tekst wprawiały umysł czytelnika w intelektualną – później także emocjonalną – wibrację. Czytelnicy w trakcie lektury nazywanej przez historyków „głęboką” zatracali się w tekście, jednocześnie snując własne nad nim rozważania. Czytanie książek można porównać do aktu medytacji, jednak nie takim, który oczyszczał umysł, lecz przeciwnie, takim, który go napełniał czy też wypełniał ponownie. Czytelnicy – dzięki „głębokiej lekturze” – odwracali uwagę od atakujących ich zmysły bodźców zewnętrznych, aby w trakcie intelektualnej asymilacji tekstu skierować ją  na ciąg skojarzeń - wywołanych  czytaniem   - przepływających przez ich mózg. 

  Zmiany, które zaszły w języku pisanym uwolniły zarówno pisarza, jak i czytelnika. „Scriptura continua” była udręka także dla piszących, którzy zazwyczaj dyktowali swoje dzieła zawodowym skrybom. Gdy zapisywanie myśli  poddane zostało „rewolucji spacji”, autorzy sami chwycili za pióra i zaczęli przelewać własne myśli i słowa na papier na osobności. Nastąpiła indywidualizacja pisania, powstawały osobiste style, których charakter zależał w dużym stopniu od używania znaków przystankowych. Autorzy zaczęli starannie korygować i uważnie redagować swoje teksty, co było niemożliwe podczas dyktowania. Po raz pierwszy w historii pisma, pisarz mógł rękopis jako całość zobaczyć oraz za pomocą odnośników tworzyć wewnętrzne powiązania i eliminować zbędne fragmenty, tak częste w literaturze dyktowanej. Książka nabierała klarowności i jasności, wprowadzono podział na rozdziały i akapity, wprowadzono spis treści, który pomagał czytelnikowi poruszać się po coraz bardziej skomplikowanych strukturach intelektualnych w niej zawartych. Podsumujmy dotychczasowe rozważania; wprowadzenie spacji w zapisywaniu przez skrybów książek, które dokonało się stopniowo od XI wieku, było w kulturze humanistycznej rewolucją podobną do wprowadzenia liczby zero dzięki której powstał system dziesiętny i rozwinęła się algebra i matematyka. Dzięki oddzieleniu spacją słów w tekście narodziło się „głębokie czytanie” pisania, który był jednym z warunków koniecznych rozwoju indywidualizmu.

Jak czytamy i piszemy dzisiaj w „cyfrowej epoce”? Komputer podłączony do Internetu stał się naszą maszyną do pisania i prasą drukarską, naszą mapą i naszym zegarem, naszym kalkulatorem i telefonem, ale przede wszystkim stał się naszą domowa biblioteka i encyklopedią, którą dzielimy ze wszystkimi użytkownikami sieci. Książki i gazety, owszem, zawierały tekst oraz ilustracje, ale nie przekazywały dźwięków ani ruchomych obrazów. Sieć jest przeciwieństwem dotychczasowych środków masowego przekazu, działa bowiem w obie strony. Jest interaktywna. Za pomocą Internetu możemy zarówno wysłać wiadomość jak i ją otrzymać. Internet unifikuje media i narzędzia komunikacji – w sieci zacierają się granice miedzy telewizją i kinem, telefonem i komputerem - dzieląc, coraz bardziej, uwagę użytkownika. „Rewolucja cyfrowa” rozpoczęła proces zastępowania narzędzi służących określonym celom – jednym narzędziem służącym do wszystkiego, którego naczelnym celem jest maksymalne rozproszenie uwagi jej użytkownika. Im bardziej zacierają się granice między różnymi mediami, tym uwaga potencjalnego widza, słuchacza czy czytelnika jest bardziej rozproszona.

Ta wielofunkcyjność komputera podłączonego do Internetu sprawia, że „życie w „cyfrowej epoce” charakteryzuje się przede wszystkim tym, że wykonujemy nieustannie mnóstwo rzeczy jednocześnie – wpisujemy hasła do wyszukiwarki internetowej, słuchamy muzyki, piszemy SMS –y, i jednocześnie czytamy artykuł na portalu, w tle bez przerwy jest włączony telewizor, a na dodatek właśnie w tym momencie dzwoni telefon i pies szczeka, bo listonosz stuka do drzwi.        Wykonywanie różnych czynności jednocześnie – nazywamy to zjawisko wielozadaniowością -  weszło nam w krew. Nie umiemy inaczej żyć. Skupienie uwagi na jednej czynności jest sprzeczne z naturą internetowej cywilizacji. Nasze zmysły są – muszą być – rozproszone. Najlepiej ten stan oddała amerykańska aktorka Jennifer Conelly, która opisując swoje życie codzienne stwierdziła: „Podczas uprawiania seksu bardzo lubię czytać książki, można przecież załatwiać  tyle spraw jednocześnie.”[1].

 Cywilizacja internetowa uniemożliwia „głęboką lekturę”. Rewolucja cyfrowa doprowadziła do tego, że znajdujemy się w stanie „trwałego częściowego rozkojarzenia uwagi” [2]. Jest to stan nieustannego bycia zajętym – stan zwracania uwagi na wszystko bez skoncentrowania się na czymkolwiek konkretnym. Lektura - a już w szczególności „lektura głęboka” - jest dla młodego pokolenia wychowanego przez Internet i zwanego „cyfrowymi tubylcami” zjawiskiem obcym i nieznanym. Czytanie książek – jeżeli są do tego zmuszani np. przez rodziców – sprawia, że czują się odizolowani od swoich przyjaciół on-line. Lektura jest zaprzeczeniem ich interaktywnego, wielozadaniowego i rozproszonego na dziesiątki jednoczesnych zainteresowań, życia. 

Strona tekstu online przejrzana na ekranie monitora może się wydawać podobna do strony tekstu drukowanego. Przewijanie elektronicznego dokumentu czy klikanie linków w nim zawartych, wymaga jednak pewnych czynności fizycznych oraz bodźców zmysłowych różnych, od tych jakie towarzyszą trzymaniu książki w rękach i przewracaniu kartek. Czytanie angażuje nie tylko nasz wzrok, ale także dotyk, jest wiec doświadczeniem zarówno dotykowym jak i wzrokowym. Proces zamiany tekstu wydrukowanego na papierze na ekran monitora, zmienia zasadniczo sposób, w jaki poruszamy się po tekście, co wpływa na stopień koncentracji a także na głębokość lektury. Lektura na ekranie monitora zmienia swój charakter, także dlatego, że elektroniczny tekst jest - coraz częściej – naszpikowany – hiperlinkami, które można porównać z odsyłaczami czy cytatami, ale, których wpływ na lekturę jest zgoła inny. Hiperlinki bowiem, nie tylko wskazują nam dodatkowe źródła informacji, ale także prowadza nas prosto do nich. Hiperlinki umieszczone w tekście często odsyłają nas nie do słowa drukowanego, ale do filmu, prelekcji, wykładu.  Zmuszają nas do naprzemiennego sięgania po różne teksty i do ich odkładania, nie zaś do skupienia naszej uwagi na każdym z nich.

W dodatku poprzez łączenie wielu różnych typów informacji – tekstowych, wizualnych, słuchowych – na jednym ekranie, monitor komputera pogłębia proces fragmentacji treści co w jeszcze większym stopniu nas rozprasza. Ten proces – paradoksalnie – jeszcze bardziej się pogłębia wraz z wprowadzeniem na rynek czytników z ekranami o wysokiej rozdzielczości gdzie jakość tekstu cyfrowego może już konkurować z jego drukowanym na papierze odpowiednikiem. Ekrany najnowszych czytników nie są podświetlane, można łatwiej przewracać elektroniczne kartki, można podkreślać bez wysiłku tekst, a nawet robić notatki na marginesach, jednak czytniki mają jeszcze jedną cechę: wbudowane bezprzewodowe, stałe podłączenie z Internetem.

Innymi słowy najnowsze czytniki wstawiają linki do tekstów i w ten sposób tekst książki staje się hipertekstem. E-booki nie są książkami, ponieważ nie zawierają tekstu tylko hipertekst. Gdy książka drukowana zostaje przeniesiona na urządzenie elektroniczne połączone z Internetem, zmienia się w coś co przypomina stronę internetową. Słowa książki, przez to, że upodabniają się do tekstu online, zaczynają czytelnika rozpraszać. Książka traci swoje ostre granice, swoją boską naturę i rozpuszcza się w wzburzonych falach Internetu. Jak zauważyła Maryanne Wolf, badaczka mediów:  „Poprzez korzystanie z Internetu wracamy w istocie do czasów scriptura continua, kiedy to lektura była wyczerpującą czynnością poznawczą. Czytając online poświęcamy to, co umożliwia nam „głęboka lekturę” – ponownie zaczynamy odgrywać rolę, która polega zaledwie na dekodowaniu informacji. Nasza zdolność do tworzenia licznych połączeń, pozostaje w dużej mierze niewykorzystana.”. [3]. Historia zakreśliła  koło. Cofnęliśmy się do czasów, kiedy książka nie istniała, kiedy największym wrogiem był indywidualizm i racjonalizm. Internet podmył unikalną – opartą na wolności jednostki – cywilizację. Dzisiejsze perturbacja polityczne i kulturowe są pierwszym objawem tego procesu. Wkraczamy w okres – niespotykanego w dziejach ludzkości – regresu intelektualnego.

 

redakcja portalu sila-lewicy.pl we współpracy z członkami ruchu wolnego Oprogramowania działającymi w Polsce (artykuł dyskusyjny)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Patrz Manferd Spitzer „Cyfrowa demencja – W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci” Wydawnictwo Dobra Literatura – Słupsk 2013 str.  333 –cytat str. 194

[2] Patrz Gary Smail i Gigi Vorgan – „Mózg – jak przetrwać technologiczna przemianę współczesnej umysłowości” Wydawnictwo Vesper Poznań 2011 str. 287 – cytat str. 37

[3]  Patrz Nicholas Carr – „Płytki umysł – jak Internet wpływa na nasz mózg” – Wydawnictwo Helion – Gliwice 2013 rok, str. 279 – cytat str. 153

Dodaj komentarz

Wypełnij ankiete

Czy uważasz, że ustawa "dezubekizacyjna" zgodna jest z zasadami demokratycznego państwa prawa?
  • Votes: (0%)
  • Votes: (0%)
  • Votes: (0%)
Total Votes:
First Vote:
Last Vote:

Portal sila-lewicy.pl powstał z inicjatywy niezależnych dziennikarzy z myślą o propagowaniu w przestrzeni medialnej zjednoczenia polskiej lewicy w jedną partię. Uważamy, że tylko silna partia lewicowa powstała z połączenia SLD i Partii Razem (do której dołączą lewicowe czy ekologiczne stowarzyszenia) jest w stanie powstrzymać degradację cywilizacyjną i kulturową jakiej jestesmy świadkiem pod rządami PiS-u. Likwidacja trójpodziału władzy, podporzadkowanie sądów władzy wykonawczej, wzrost nastrojów nacjonalistycznych, a nawet rasistowskich są bezpośrednim efektem.

Projekt sila-lewicy.pl działa na zasadach Non Profit, przy współpracy adeptów sztuki dziennikarskiej oraz wolontariuszy zainteresowanych ewolucją polskiego społeczeństwa i państwa.

Z przyjemnością nawiążemy współpracę ze wszystkimi, którzy mogliby przyczynić się do tworzenia i popularyzacji serwisu.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.